NBP

NBP kupuje złoto. Jak to interpretować?

W ubiegłym tygodniu media obiegła sensacyjna wiadomość – Narodowy Bank Polski po raz pierwszy od 20 lat, zwiększył swoje rezerwy złota. W lipcu i sierpniu zakupiono ok. 9 ton kruszcu. We wrześniu dokonano zakupu również. Do niedawna nasze rezerwy złota wynosiły ok. 103 ton. Dziś jest to ok 115 ton. Jak to rozumieć?

Czytaj także: Krew na Wall Street

Pytanie jest o tyle zasadne, że sam NBP postanowił nie komentować tego faktu. Pytany przez dziennikarzy m.in. Bankier.pl, prezes NBP Adam Glapiński powiedział jedynie, że bank nie informuje o swoich motywach w przypadku tego typu działań operacyjnych, i że udostępniane są okresowe sprawozdania, których znajdują się wykazy rezerw.

Reakcja prezesa może zaskakiwać, bo przecież to nie jest zarzut, a jedynie ciekawość. Zakup złota przez NBP zasługuje na pełną pochwałę. Nieco gorzej, że złoto – podobnie jak nasze wcześniejsze rezerwy kruszcu – trafiło do skarbca Banku Anglii. To budzi największe zastrzeżenia, zwłaszcza w świetle faktu, że w ostatnich latach większość krajów raczej sprowadza swoje złoto do kraju (z USA, z Anglii itp.). Ale to osobna historia.

Czytaj także: GetBack – Polacy znów stracili oszczędności całego życia

Polska na tle świata

W zestawieniu danych gromadzonych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Światową Radę Złota, Polska znajduje się obecnie zapewne na 33. lub 32. miejscu (nie ma jeszcze aktualizacji) pod względem wielkości rezerw. Z pewnością jednak należy powiedzieć, że jesteśmy jedynym państwem Unii Europejskiej, które w ostatnim czasie zakupiło złoto, oraz że należymy obecnie do światowej czołówki państw, które złoto kupują (na pierwszym miejscu jest Rosja, która od 2005 roku kupiła ok. 1600 ton złota, więc nasze 12 ton to póki co jedynie symboliczny zakup).

Złoto w rezerwach Polski stanowi także stosunkowo niewielki udział, bo przed wrześniowym zakupem było to 3,8 proc. (teraz pewnie będzie nieznacznie więcej). Dla porównania, dla Niemców, którzy posiadają 3 369,8 ton, jest to aż 68,9 proc. rezerw.

Kraj Tony złota Udział w rezerwach
28 Sweden 125,7 7,9%
29 South Africa 125,3 9,7%
30 Mexico 120,3 2,6%
31 Libya 116,6 5,4%
32 Greece 113,0 61,7%
33 Poland 112,3 3,8%
34 Korea 104,4 1,0%
35 Romania 103,7 10,0%

Źródło: World Gold Council. Raport nie uwzględnia wrześniowego zakupu

Dlaczego NBP kupuje złoto?

Tutaj odpowiedzi może być kilka. I najprostsza i najbardziej oczywista tkwi właśnie w udziale złota w rezerwach. 3,8 proc. to bardzo niedużo. Można powiedzieć, że nie jest to najgorszy wynik, skoro Szwajcaria ma 5 proc. Jednak w przypadku Szwajcarii mowa jest o ilości ponad 1000 ton złota. Ich waluta również sama w sobie uchodzi za bardzo mocną i bezpieczną.

Czytaj także: Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Europejski Bank Centralny ma ok. 500 ton, co stanowi nieco ponad 25 proc. rezerw. Dla zadłużonych po uszy Włoch, ich 2,4 tys. ton to ponad 65 proc. rezerw. Grecy, którzy również należą do PIIGS mają mniej więcej tyle złota, co my, ale stanowi to aż 61,7 proc. rezerw.

Tutaj oczywiście należy odpowiedzieć na pytanie, co stanowi pozostałą część rezerw, bo przecież mogą to być różne mniej lub bardziej bezpieczne klasy aktywów. Wcale nie znaczy, że Gracja czy Włochy są w lepszej sytuacji, niż my, bo są to kraje dalece bardziej zadłużone, zarówno pod względem długu publicznego, jak i długu konsumenckiego. Jednak rezerwy złota mogą pozwolić im zmniejszyć destrukcyjne skutki zapaści finansowej.

Czytaj także: Czego boją się Polacy?

Czy rząd Polski ma powody do obaw?

Cały czas faszerowani jesteśmy propagandą sukcesu – wysoki wzrost, rekordowo niskie bezrobocie, Polska wchodzi do grona krajów rozwiniętych etc. etc. Ale jednocześnie dowiadujemy się, że nasz kraj zwiększa rezerwy kruszcu, który kraje takie jak Rosja czy Turcja kupują z prostego powodu – by zmniejszyć ekspozycję na dolara, bolesne skutki sankcji oraz deprecjacji własnej waluty. Czy zatem rząd Polski obawia się, że owo prosperity już niebawem może dobiec końca? To nie ulega wątpliwości.

Czytaj także: Czy i kiedy powinniśmy „zapierdalać za miskę ryżu”?

Jednak samo spowolnienie gospodarcze to po prostu jeden z elementów cyklu. Można się na nie przygotować. Tyle, że polski rząd na spowolnienie się nie przygotowuje. Nie działa antycyklicznie, i nie zmniejsza zadłużenia. Ba – można odnieść wrażenie, że obecna hossa jest PODKRĘCANA za pomocą świadczeń socjalnych oraz długu (niskie stopy procentowe, które zachęcają do zaciągania kredytów). Obniżony wiek emerytalny to kolejny problem. W kwietniu GUS opublikował informacje na temat tzw. ukrytego długu Polski. Największą jego częścią są obiecane emerytury. Nie od dziś wiadomo, że system emerytalny nie jest wydolny, natomiast skala problemu jest zatrważająca. Zobowiązania państwa Polskiego wynikające z konieczności wypłacenia przyszłych świadczeń emerytalnych GUS oszacował na 275 proc. PKB.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Konstytucja RP określa maksymalną wielkość relacji długu publicznego do PKB. Jeżeli dług publicznych wchodzi w przedział 55-60 proc. to projekt budżetu na kolejny rok jest obłożony szeregiem obostrzeń. W przypadku przekroczenia 60 proc. mamy dokładnie te same obostrzenia, a dodatkowo jeszcze Rada Ministrów jest zobowiązana do przedstawienia programu sanacyjnego, obniżającego relację poniżej poziomu 60 proc. PKB. Jak oni niby mają to zamiar zrobić? Jak rząd zamierza rozbroić emerytalną bombę? Nie wiadomo. Może będzie pompowanie długu w obligacje, może jeszcze wyższe podatki.

A może po prostu problem zostanie scedowany na następców.

Czytaj także: Wszyscy będziemy dłużnikami

Podejmują „jakieś” działania

Zakup złota przez NBP na początku wydaje się być świetnym pomysłem. Potem zaczynamy zadawać sobie pytania i wgłębiać się w niuanse sytuacji gospodarczej (dlaczego nie oszczędzamy, skoro trzeba?). Widzimy, że koniunktura napędzana jest przez dług i świadczenia socjalne, że rząd stara się zrobić dobry wynik i zjednać sobie rozmaite grupy społeczne (zwłaszcza rodziny i emerytów). Ale widać też, że prędzej czy później to wszystko puści w szwach. I wygląda to trochę tak, jakby na szybko przedsięwzięto „jakieś” działania – nie wiadomo czy po to, by ratować gospodarkę, czy po to, by potem móc się tłumaczyć przed Polakami, że przecież dla ratowania gospodarki zwiększono na przykład rezerwy złota.

Bardzo się boję, że właśnie to drugie.

Czytaj także: Jak inwestować w srebro?