GetBack

Getback – Polacy znów stracili oszczędności całego życia (opinia)

Dalecy jesteśmy od finału sprawy Amber Gold, a już mamy kolejną aferę finansową, której skala już teraz wydaje się być kilkukrotnie większa. Wstrząsy wtórne po GetBack mogą odbić się na całym, polskim rynku kapitałowym, a świat finansów już nigdy nie będzie już taki sam.

Czytaj także: Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy

O winie orzeknie sąd. Choć śmiem twierdzić, że nie wszystkich da się ukarać. Oprócz odpowiedzialności bezpośredniej rozpatrzyć należałoby także odpowiedzialność niebezpośrednią. Bo najłatwiej powiedzieć, że winne były organy regulacyjne, które nie upilnowały, a następnie stworzyć większą liczbę regulacji i zatrudnić większą liczbę urzędników, którzy będą pilnowali rynków i banków.

Czytaj także: Wolność finansowa – prawda czy mit?

Żegnajcie oszczędności…

Sytuacja GetBack przypomina mi trochę bańkę kredytową w Stanach. W obu przypadkach swoją rolę odegrali szarzy bankierzy, którzy zgarniali spore prowizje na wciskaniu ludziom produktu – tam kredytu, tu obligacji, które były „bezpieczne jak lokata”. W obu przypadkach pojawia się także wątek papierów wartościowych, które w mniejszym lub większym stopniu powiązane są z długiem – tam mieliśmy banki inwestycyjne kupujące papiery dłużne, tutaj obligacje firmy skupującej długi. Zatem w obu przypadkach nie bez znaczenia jest słowo „dług”. To ważne.

Czytaj także: Krew na Wall Street

Dług w przypadku kredytu subprime wziął się z niskich stóp procentowych oraz wyjątkowego parcia na nieruchomości. Dług w przypadku GetBack był materią, z której generowany miał być zysk – GetBack skupował długi, by je odzyskiwać. W przypadku normalnej działalności tego rodzaju kupuje się długi jak najtaniej, by ewentualny zysk był jak najwyższy. Tutaj kupowano drogo, żeby… No właśnie, żeby co? Wykosić konkurencję? Złapać jak największy kawałek tortu? A może było to z góry obliczone na szwindel? Może kiedyś się dowiemy.

W każdym razie na wykup długów GetBack musiał pożyczać pieniądze, i stąd wzięły się sławetne obligacje, w które mogli ubrać człowieka w banku, czasem nie do końca świadomie, przy użyciu takich magicznych słów jak „lokata”.

Czytaj także: Wszyscy będziemy dłużnikami

Cisza przed burzą

Osobiście odnoszę wrażanie, że o GetBack jest zbyt cicho. Amber Gold biło piramidą finansową. Upadek był bardzo spektakularny. Poszkodowanych jest kilkanaście tysięcy, a starty oszacowano na 851 mln zł. GetBack pozostawił po sobie ok. 9 tys. poszkodowanych, ale kwota jest dużo poważniejsza – prawie 3 miliardy złotych. To nie było wciskane Kowalskiemu w oddziale banku. To musiały być oferty skierowane do klienta zamożnego, za pośrednictwem usług vip, premium, prywatnych „konsjerżów” i doradców.

Jest także całe otoczenie GetBack – fundusze inwestycyjne związane z GetBack, a posiadające także udziały w całej masie spółek giełdowych, które obecnie zaczynają tracić. Ale giełda to giełda – ktoś traci, ktoś zyskuje. Gra się na swoją odpowiedzialność i to jest fair, to jest w porządku. Nie tak, jak wciskanie obligacji, które „są tak samo bezpieczne jak lokaty”.

Niemniej jednak o GetBack jeszcze pewnie usłyszymy, nie tylko w kontekście poszkodowanych klientów indywidualnych.

Czytaj także: 77 proc. bankowców spodziewa się kryzysu

Rola państwa

Rozbity jestem w kwestii organów nadzorczych. Z jednej strony chciałoby się, by ktoś patrzył na ręce bankierom, doradcom i firmom emitującym takie czy inne papiery wartościowe. Z drugiej jednak strony ciągły wzrost regulacji powoduje, że rynek staje się coraz bardziej zamknięty, sztywny, okuty prętami nadzoru – niewolny. I tak pod względem wolności gospodarczej Polska jest na 45 miejscu. Choć, jak widać, duży może wszystko, mały nie może nic.

Osobną kwestią jest to, skąd wzięło się tak wiele długów, na których wykarmił się taki potworek jak GetBack, i dlaczego ludzie zamożni w ogóle dali się zainteresować jakimiś szemranymi papierami, zapewne mając jeszcze wciąż w pamięci Amber Gold?

Czytaj także: Czy i kiedy powinniśmy „zapierdalać za miskę ryżu”?

Odpowiedź jest analogiczna, jak w przypadku kryzysu subprimeniskie stopy procentowe. To one sprawiają, że ludzie zadłużają się bez opamiętania i nie korzystają z lokat bankowych. Każdy ma swój mózg i powinien mieć świadomość tego, na co go stać, a czego nie udźwignie. Ale jeżeli zysk z lokaty jest minimalny, i należy od niego jeszcze odprowadzić podatek Belki, ludzie zaczynają kombinować – zarówno ci, którzy kapitału nie mają, i chcą go pozyskać np. inwestując w nieruchomość na kredyt, jak i co, którzy kapitał mają, i chcą go efektywnie pomnożyć.

Tak… Moim zdaniem w tym wszystkim na pewno pominie się fakt, że otoczenie gospodarcze sprzyja zadłużaniu się ludzi oraz podejmowaniu ryzykownych inwestycji. Choć w przypadku GetBacku nie była to inwestycja świadoma, ponieważ ludzie w bankach byli zwyczajnie wprowadzani w błąd i nie informowani dostatecznie rzetelnie.

Czytaj także: Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Co dalej?

Będę powtarzał jak mantrę, że należy pieniądze należy przede wszystkim oszczędzać. Zysk i ryzyko idą w parze zawsze. Nie istnieje łatwy pieniądz. Zawsze trzeba ponieść ryzyko, zapłacić jakąś cenę. A ponieważ coraz bardziej kisimy się w sosie bankowym, i w skomplikowanych produktach finansowych, takie afery będą się powtarzać.

Sześć lat temu nabrano ludzi na „lokaty w złoto” i teraz ludzie boją się złota (niesłusznie, bo Amber Gold nie miał ze złotem nic wspólnego). Dziś dali się nabrać na to, co im wciskali doradcy w bankach. Lada moment wkroczy Kapitan Państwo i wszystkiego zakaże. W co władujemy się w przyszłości? Nie wiadomo, ale na pewno w coś się władujemy się, jeżeli będziemy pazerni, nieostrożni i niewystarczająco świadomi.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Photo by Ayo Ogunseinde on Unsplash