Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy

Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy, Paweł Reszka

Wydaje wam się, że Amber Gold to była gigantyczna afera, w której Polacy stracili oszczędności całego życia? Jasne, naciągnięto kilkanaście tysięcy ludzi. Straty wyniosły ok. 850 milionów złotych. Ale był taki moment, że już wszyscy trąbili, że to piramida. Nie mówiąc już o spektakularnym upadku oraz ciągnącym się już kilka lat dochodzeniu i komisji. Ale bywało gorzej. Jest gorzej. I będzie gorzej. Bo są jeszcze banki.

Czytaj także: Krew na Wall Street

Paweł Reszka przedstawia świat banksterów z pierwszej dekady XXI. wieku. Banksterów oraz przedstawicieli branży ubezpieczeniowej. I nie jest to ciekawy świat. Właściwie czytając jego książkę można odnieść wrażenie, że żyjemy w Matrixie, bo to, co się tam odwalało, to jakaś alternatywna rzeczywistość.

Czytaj także: Wszyscy będziemy dłużnikami

Książka bazuje na wywiadach z anonimowymi pracownikami banków oraz firm ubezpieczeniowych. Oczywiście można zarzucić, że skoro anonimowymi, to nie mamy pewności, że rzeczywiście wszystko tak wyglądało. Zgadza się. Pewności nie mamy. Natomiast faktem jest to, że w Polsce udzielono ponad pół miliona kredytów frankowych, na blisko 160 mld zł. Jeżeli zaś chodzi o polisolokaty – straty są nawet trudne do oszacowania. Tylko cztery instytucje ukarane w 2014 r. przez UOKiK za naruszenie interesów konsumentów, miały sprzedaż na poziomie 50 mld złotych.

Jeśli zatem przyjąć, że wizja przedstawiona przez Reszkę jest choć w połowie prawdziwa, to nikt nie powinien czuć się bezpieczny, przekraczając progi banku. I nie myślcie, że wszystko to już jedynie przeszłość. Książka ukazała się w 2016 roku, a już kilka miesięcy później w bankach zaczęto oferować sławetne obligacje GetBack, które były „bezpieczne jak lokata”.

Czytaj także: 77 proc. bankowców spodziewa się kryzysu

Świat banksterów przedstawiony w książce to świat bezwzględnych cwaniaków, którzy nie wyznają żadnych wartości. Większości osób bank kojarzy się z instytucją bezpieczną i zaufaną („masz to jak w banku”), ale prawda jest taka, że banki są gigantycznymi korporacjami opierającymi się na sprzedaży. Wielokrotnie w książce pada stwierdzenie, że klient, który przychodzi i otwiera lokatę, to najgorszy typ klienta. Bo może w każdej chwili tę lokatę zlikwidować i pójść do konkurencji. Trzeba go związać czymś mocniejszym – kredytem czy właśnie polisolokatą (panie, z tych oszczędności to nic nie urośnie, weź pan kredyt, kup polisolokatę i na starość będziesz krezusem).

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Wszystko oczywiście za sprawą systemu – niska podstawa, wysokie prowizje, stawianie na kandydatów bez wiedzy ekonomicznej, którym na szkoleniu wpajano nowy system wartości: sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż, wyniki wywieszane na tablicach etc. To świat drapieżników, w którym klient jest niczym innym, jak tylko portfelem do wydrenowania. Frajerem. Wszystko pod okiem instytucji, które mają odpowiadać za nasze bezpieczeństwo. Bo to w końcu banki, a nie jakieś tam piramidy.

Czytaj także: Czy i kiedy powinniśmy „zapierdalać za miskę ryżu”?

Polecam tę książkę przez wzgląd na terapię szokową, jaką ona zapewnia. Każdy ma jakieś mniejsze lub większe wyobrażenie o tym, że banki to instytucje ukierunkowane na zysk. Jednak ta książka ukazuje pewne rzeczy od strony praktycznej, wskazując przy tym winnego – chciwość. Zarówno chciwość korporacji, sprzedawców, ale także i… klientów. Któż nie chciałby zarobić milionów?

Czytaj także: Czego boją się Polacy?

PS: Można by odnieść wrażenie, że mam pretensję do państwa, że nie upilnowało. Otóż mam, bo z moich podatków utrzymywane są organy regulacyjne. Jeżeli pomimo tego ludzie zostali oszukani, to może należy zlikwidować organy regulacyjne i powiedzieć w prost – ludzie pilnujcie się, bo was oszukają? Nie wiem. Po prostu mnie to bulwersuje.