Bitcoin

Bitcoin będzie warty milion dolarów?

John McAfee powiedział, że zje „swojego”, jeśli do końca 2020 roku bitcoin nie będzie wary więcej, niż milion dolarów. Z kolei Szczepan Bentyn chodzi tu i ówdzie, i udziela wywiadów, w których również obiecuje, że bitcoin będzie warty milion dolarów. Czy bitcoin rzeczywiście będzie warty milion dolarów? Czy oni wiedzą o czymś, o czym my nie wiemy?

Czytaj także: GetBack – Polacy znów stracili oszczędności całego życia

Jako zwolennik wolności i wróg bankowości centralnej oraz pieniądza fiat, bardzo chciałbym, aby tak było. Kryptowaluty – pieniądze wolnych ludzi. Pięknie to brzmi. Ale jednocześnie jestem niestety także realistą. Jak pieniądz wolnych ludzi miałby funkcjonować w świecie kierowanym przez rządy i banki? Kto na to pozwoli? Chyba, że myślicie o zdeformowanym mutancie, który powstanie po tym, jak banksterzy zawłaszczą sobie ideę blockchain i „pieniądza zdecentralizowanego”.

Ja takiej opcji w ogóle nie akceptuję.

Czytaj także: Czego boją się Polacy?

Futurologia stosowana

Szczepan Bentyn mówi, że w przyszłości ludzka uwaga będzie wartością. Że roboty przejmą całą pracę, a my będziemy tylko leżeli, oglądali content i zgarniali dochód gwarantowany. I że za to oglądanie contentu będziemy dostawali pieniądze. Ale żeby to wszystko jakoś ogarnąć i rozliczyć, niezbędna będzie technologia blockchain. Czyli, że bitcoin to przyszłość i nic się już nie da z tym zrobić.

Problem z tego typu wizjami przyszłości jest jeden. Zrobiłem kiedyś taki eksperyment: zapytałem osoby ze starszych pokoleń o to, jak wyobrażały sobie świat dziś, w XXI wieku. W niemal wszystkich zeznaniach pojawiał się motyw latającego samochodu, podróży na Marsa oraz humanoidalnych robotów. Nikt nie przewidział telefonu, który będzie tak mały i mobilny, że będzie można go schować do kieszeni spodni, a także czytać w nim gazety, robić zdjęcia i wykonywać przelewy internetowe.

Problem z przewidywaniem przyszłości jest taki, że nie mamy zielonego pojęcia, w którym kierunku rozwinie się nauka i technologia. Możemy mieć przesłanki, przeczucia, a nawet twarde wskazówki, ale zawsze może zdarzyć się coś zupełnie nieprzewidzianego.

W mojej opinii wizja Szczepana Bentyna przedstawia świat, którego on sam by chciał, a nie świat, który ma szansę zaistnieć. Ja się z nią zupełnie nie zgadzam. Sprowadzenie człowieka do konsumenta contentu, dochód gwarantowany i zastąpienie w 100% pracy ludzkiej maszynami? To bardzo pesymistyczna wizja przyszłości, do której chyba nikt nie chciałby dopuścić.

Czytaj także: Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Zła lekcja

Na dzień dzisiejszy bitcoin mogę określić mianem „złej lekcji”. Jedyne, czego do tej pory nauczył nas bitcoin, to to, że pieniądze są łatwe. A przecież nie są.

Dla bardzo wielu młodych ludzi kryptowaluty były (są) pierwszym kontaktem z inwestycjami. Zamiast ciułać kapitał na swój pierwszy pakiet akcji, wykopali swojego pierwszego bitcoina na domowym komputerze. Zamiast cieszyć się ze stopy zwrotu rzędu 4%, zachłysnęli się astronomicznymi wzrostami. Dziś nie spojrzą na czteroletnie obligacje skarbowe inaczej, niż z pełną pogardą. Czy to dobrze? Oczywiście można doszukiwać się jasnych stron – mamy pokolenie odważnych, bezczelnych i żądnych zysku inwestorów. Ale leżąca gdzieś pośrodku prawda jest taka, że mamy pokolenie inwestorów roszczeniowych, rozpieszczonych i… tak naprawdę to nie są żadni inwestorzy. To tylko goście, którzy wykopali bitcoina i zarobili trochę kasy. Łatwo przyszło, łatwo poszło.

To niestety jest bardzo przykre. To jest demoralizujące. To jest coś, co skłania ludzi do lekkie myślenia o finansach. „Wykopałem bitcoina, kasę straciłem, bo pękła bańka, trudno – jutro będzie lepiej”. Ale nie będzie. Nie musi być lepiej. Bo inwestycja w bitcoin nie nauczyła cię koleżko niczego, poza tym, że warto iść w nowe technologie. A czy warto? Czasem tak, czasem nie. Na pewno nie bezmyślnie, „na pałę”.

Dziś akurat mamy technobańkę.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Kto na tym korzysta?

Jest szczególna grupa ludzi, którzy czerpią zyski z kryptowalut bez względu na to, czy ich ceny rosną czy też spadają. To właśnie właściciele giełd i kopalni, ludzie oferujący udziały w kopalniach, handlarze koparkami… Dla nich cena w górę to zysk, i cena w dół to także zysk. O ile tylko będą wystarczająco umiejętnie rozsiewać wizje barwnej przyszłości, w której człowiek leży na szezlongu z okularami VR, a robot przynosi mu oliwki…   A jak to nie pomoże, zawsze może powiedzieć, że zje „swojego”.

Nie można mieć za złe Szczepanowi Bentynowi, że wierzy w to, w co wierzy. Ani, że McAfee chce zjeść „swojego”. Każdy może wierzyć w to, co mu się podoba. Ale zawsze warto zachować odrobinę krytycyzmu.

Czytaj także: 77 proc. bankowców spodziewa się kryzysu

Photo by Thought Catalog on Unsplash