Raty zero procent

Prawdziwe raty zero procent

Życie na kredyt to kusząca perspektywa, która pozwala na konsumowanie „tu i teraz”, a nie za rok czy dwa lata. Takie podejście wśród konsumentów zapewnia prawdziwe prosperity wśród bankowców. Bo nic nie produkują, niczego nie wytwarzają, a zarabiają. Żyć nie umierać…

Czytaj także: Dobry dług, zły dług

Ale w życiu nie jest aż tak pięknie i tak łatwo. Raty zero procent to slogan marketingowy, który ma przyciągnąć uwagę i zakodować się w głowie. Zepsuje nam się komputer i mamy kłopot. Nagle przypomina nam się, że przecież można wziąć nowy na raty – wszak teraz są one takie atrakcyjne.

Czytaj także: Czego boją się Polacy?

Zero procent, czyli nie płacimy nic ekstra. Jednak, jak zawsze, jest jakieś „ale”. W tym przypadku chodzi o to, że nawet jeśli nie damy sobie wcisnąć dodatkowych gwarancji i ubezpieczeń, to okazać się może, że nasza zdolność kredytowa nie jest wystarczająca, aby wziąć tego typu raty. Cały myk tkwi w tym, że raty nieoprocentowane, są oferowane najczęściej w systemie 10 lub 20 rat. I o ile chcemy kupić coś za 2-3 tysiące, nasza miesięczna rata wyniesie 200-300 złotych (x10) albo 100-150 złotych (x20). Gorzej, jeśli chodzi o większy zakup.

Jeżeli jednak nasza zdolność kredytowa okaże się zbyt niska, dostajemy kontrofertę na niższe raty, ale już oprocentowane. I jakoś tak trudno wyjść ze sklepu z pustymi rękoma…

Czytaj także: Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Prawdziwe raty zero procent bez problemu

Ale jest jeden patent, który pozwala na zakup ratalny bez ponoszenia dodatkowych kosztów i bez upokarzającego grzebania w BIK. A jest to sposób najprostszy ze wszystkich – miej oszczędności.

Mając 10 tysięcy złotych oszczędności, możesz dokonać zakupu rzeczy za 5 tysięcy, a przez kolejne 20 miesięcy zwracać „pożyczkę” do swojej rezerwy.

Plusy takiego rozwiązania:

– nie płacisz nic ekstra,

– jeśli stracisz pracę, nie wejdzie na ciebie komornik,

– nie musisz się stresować.

Minusy:

– musisz posiadać oszczędności.

Czytaj także: 77 proc. bankowców spodziewa się kryzysu

I tu docieramy do sedna

Coś, o czym piszę niemal od początku istnienia tego blogu – dług jest zły, oszczędności są dobre. Mając oszczędności zawsze stoisz na lepszej pozycji niż ktoś, kto ma dług.

Oczywiście są sytuacje życiowe, kiedy trzeba wziąć kredyt (np. na zakup mieszkania), ale kiedy mówimy o zwykłej, radosnej konsumpcji, o kupowaniu nowych modeli telefonów tylko dlatego, że pojawiły się na rynku, zdecydowanie lepszą opcją jest posiadanie oszczędności, które umożliwią ci nie zaciąganie kredytu.

Bo w życiu bywa różnie.

Czytaj także: Jak przygotować się na kryzys?

Photo by Hanson Lu on Unsplash