Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Dlaczego w szkole nie uczą o złocie?

Skoro metale szlachetne są takie fajne, dlaczego nikt nie uczy o nich w szkołach i na uczelniach? Dlaczego rządy nie promują idei oszczędzania w metalach? Dlaczego banki komercyjne nie oferują metali jako alternatywy dla lokat?

Czytaj także: GetBack – Polacy znów stracili oszczędności całego życia

Nie jest tak, że rządy nie lubią złota. Wręcz przeciwnie – Rosja nieustannie kupuje złoto, i ma go już ponad 2000 ton. Chiny również kupują złoto, ale dodatkowo nie ujawniają na bieżąco swoich zakupów. Mogą mieć go w tej chwili nawet 3000 ton. Stany Zjednoczone mają nieco ponad 8133 tony, jednak ani nie kupują, ani nawet nie audytują swoich rezerw od 1933 roku. Według wielbicieli teorii spiskowych złota w Fort Knox może nie być, albo może być go dużo mniej. W jednym z wywiadów wieloletni szef Rezerwy Federalnej Alan Greenspan powiedzieć miał, że złota już dawno nie ma, ale są papiery „tak samo dobre jak złoto”. Prawdy się nie dowiemy.

Czytaj także: Złoto dla gotówki jest tym, czym gotówka dla pieniądza wirtualnego

Podobnie po macoszemu swoje złoto traktuje Polska. Mamy jakieś 103 tony, ale leżą w Banku Anglii. Leżą albo nie.

Złoto kupują też kraje, które spodziewają się dużych problemów np. Turcja czy Iran. Pogrążona w hiperinflacji Wenezuela wyprzedaje pomału swoje rezerwy, by uregulować rozmaite zobowiązania międzynarodowe. W przeciwnym wypadku już dawno skończyłoby się puczem (tak po prawdzie, to trudno powiedzieć, co byłoby lepsze dla Wenezuelczyków).

Czytaj także: Jak inwestować w srebro?

Antysystemowy charakter złota

Rządy nie lubią złota w rękach obywateli ponieważ złoto to wolność. Od zawsze metale szlachetne związane były silniej z ideami wolnościowymi, libertariańskimi. Dyskutując o złocie nie sposób pominąć konfliktu pomiędzy przedstawicielami austriackiej szkoły ekonomii (Mises, Hayek, Rothbard, Hazlitt), a keynesistami, czyli zwolennikami Johna Maynarda Keynesa.

W esencjonalnym skrócie i dużym uproszczeniu keynesiści uważali, że dobra konsumpcja, to duża i szybka konsumpcja, nawet zasilana przez kredyt. Podczas gdy Austriacy uważali, że konsumpcja odsunięta w czasie i sfinansowana oszczędnościami, jest równie dobra, a przy tym bezpieczniejsza.

Porzucenie standardu złota przez większość państw w 1914 roku oraz to, jak historia pieniądza potoczyła się dalej (wraz z odejściem od systemu Bretton Woods w 1971 roku) to dowód na to, że władzy bardziej podobał się model keynesowski. Władza chciała pieniądza, który można łatwo rozmnożyć poprzez dodruk. Władza chciała pieniądza sterowalnego, który byłby narzędziem do pobudzania gospodarki. Władza chciała maczać we wszystkim palce.

Czytaj także: NBP kupuje złoto. Jak to interpretować?

Oszczędności vs. kredyt

I do tego mniej więcej wszystko się sprowadza. Niskie stopy procentowe oraz zwiększenie podaży pieniądza to doskonałe narzędzia służące skłanianiu ludzi do zaciągania kredytów. Przy niskich stopach procentowych zysk z pieniędzy trzymanych na lokacie bankowej nie przekracza straty, jaką ponosimy w wyniku podgryzania oszczędności przez inflację. A dodatkowo od tego „zysku” musimy jeszcze zapłacić podatek. Więc lepiej zaciągnąć nisko oprocentowany kredyt, oszczędności wykorzystać jako wkład własny i kupić nieruchomość.

I oto mamy genezę kryzysu z 2008 roku, kiedy to bańka kredytowo-nieruchomościowa została napompowana przez amerykański rząd i banksterów, właśnie poprzez ciśnienie na kredyty i wielki boom na nieruchomościach. Oczywiście w dużym uproszczeniu, bo zadziałała jeszcze cała masa innych czynników.

Złota perspektywa

Gdyby zamiast lokaty lub kredytu i zakupu nieruchomości, zdecydować się na zakup złota, państwo nie zyskuje nic. Dosłownie nic. Bo złoto jest zwolnione z podatku VAT. Państwo nie dostaje podatku, a bank nie dostaje pieniędzy, które może pożyczyć. W dodatku obywatel coś tam sobie kitra po kryjomu w domu albo nie wiadomo gdzie. Niepokojące, nieprawdaż? Takiego inwestora giełdowego to można chociaż monitorować, nasłać fiskusa, żeby zawezwał, przesłuchał, przejrzał papiery.

A złoto leży sobie gdzieś w ogródku, kupione na paragon, bez żadnych dowodów (dotyczy zakupu za małe kwoty. W pewnym momencie wchodzi ustawa o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu).

Kurs złota bywa chwiejny, ale możemy je sobie sprzedać w dowolnym momencie. Możemy – podobnie jak na lokacie bankowej – nie zarobić, a nawet możemy stracić, jeśli sprzedamy niekorzystnie. Ale nie musimy sprzedawać niekorzystnie. Nikt nas nie zmusi. Na pewno nie będziemy stratni, jak właściciel nieruchomości, który nie może znaleźć najemcy, czy taki, któremu najemcy regularnie demolują lokal. Tam nie mamy żadnego wpływu.

Jeśli stracimy pracę mając kredyt, popadamy w prawdziwe niewolnictwo. Ściga nas komornik, trafiamy do rejestrów dłużników, ogłaszamy upadłość konsumencką. Jeżeli stracimy pracę mając złoto, możemy spokojnie finansować swoje bieżące potrzeby sprzedając złoto i skupić się na poszukaniu lepszej pracy.

Czytaj także: Czego boją się Polacy?

Złoto a bitcoin

Wiele młodych osób zachwyciło się w ostatnich latach bitcoinem, który był „zdecentralizowany” i „antyinflacyjny”. Faktem jest, że nowe technologie zawsze będą wzbudzały pewną popularność. Niektóre się przyjmą, inne nie. Warto pamiętać, że bitcoin powstał (wg. legendy) jako odpowiedź na kryzys z 2008 roku. Niejaki Satoshi Nakamoto chciał stworzyć walutę, której banki centralne nie będą w stanie popsuć dodrukiem, ani manipulować przy nich. Dobra idea. Słuszna. Bardzo austriacka.

Tyle, że w miarę rosnącej popularności bitcoina, idea ta trafiała pod strzechy i mutowała. Mało kogo tak naprawdę obchodziła decentralizacja i antyinflacyjny charakter. To były tylko hasła do powtarzania niedowiarkom. W rzeczywistości liczyło się to, że każdy małolat z dobrym komputerem mógł zrobić pieniądz z niczego. I każdy nastolatek, który miał kilka stów mógł je szybko pomnożyć, ponieważ wraz ze wzrostem popularności, bitcoin przyciągał coraz większe rzesze ludzi, do tej pory nie mających nic wspólnego z inwestowaniem czy finansami. Na bitcoinie uformowała się bańka spekulacyjna, która pękła z hukiem pod koniec 2017 roku. Jeżeli ktoś wszedł na szczycie – stracił. Chyba, że nadal trzyma coiny w nadziei na odzyskanie dawnego blasku.

Złoto nie jest tak atrakcyjne jak bitcoin. Nie da się go tak po prostu wydobyć. Nie zapewnia także spektakularnych zysków, co może być trudne i bolesne do zrozumienia dla pokolenia bitcoin. Ale jest także bardzo mało prawdopodobne, że złoto straci całkowicie swoją wartość. Bo w całej historii ludzkich cywilizacji złoto i srebro towarzyszyło nam nieustannie, i jeszcze nigdy nie zbankrutowało.

fot. Bank of England, flickr.comCC BY-ND 2.0